Rozdział
Drugi
25
luty 2012 r.
Perspektywa
Zayna :
Skręciłem między kolejne już półki w sklepie w
poszukiwaniu tymianku. Powoli zaczynałem wątpić w moje zdolności
nawigacyjne, bo pomimo tego, że odwiedzam ten sklep przynajmniej dwa razy
w tygodniu , za cholerę nie wiem gdzie można by było znaleźć dział z
przyprawami. Ughh, chleb, kukurydza, makaron, warzywa, wędliny, banany, Niall,
słodycze, chwila.. Niall ?!
Błyskawicznie znalazłem się za półką z różnorakimi czekoladami,
wychylając się co jakiś czas żeby móc przyjrzeć się blondynowi. Stał trzymając
koszyk w lewej dłoni, jednocześnie prawą mając założoną za szyję. Ten prosty z pozoru obrazek działał
na moje mięśnie sercowe dosyć intensywnie. Obserwując jego blond włosy
delikatnie opadające na czoło i kaskady rzęs rzucających cień na szafirowe
tęczówki machinalnie oparłem się całym ciałem o półkę czekolad. Kilka sekund
później klęczałem, zbierając kolejne opakowania słodyczy, jednocześnie klnąc
pod nosem na swoją głupotę .
- Pomogę Ci - odezwał się głos naprzeciwko mnie. Podniosłem
swoje kakaowe tęczówki równocześnie napotykając spojrzenie, o którym marzyłem każdej
nocy nie mogąc zasnąć. Cholera, z bliska były jeszcze bardziej niebieskie niż
myślałem, powoli spuściłem wzrok na nieduże różowe usta, które teraz poruszały
się wypowiadając kolejne słowa, których nie byłem w stanie usłyszeć przez swoje
rozmarzenie. Chwila , poruszały ?
- Hm , Zayn , słyszysz mnie ? Możesz już wstać, wszystko
podniosłem, naprawdę nie musisz przede mną klęczeć, zwykłe dziękuję by
wystarczyło – powiedział rozbawiony, jednocześnie wyciągając prawą rękę abym
wstał. Spuściłem głowę czując rozlewające się po policzkach ciepło , po czym uścisnąłem
jego dłoń równocześnie się podciągając. Dotyk jego skóry podziałał na mnie
elektryzująco , jedyną rzeczą, o której potrafiłem w tej chwili myśleć była
jego nieduża, delikatna ręka idealnie dopasowana do mojej silnej i pewnej
dłoni. Podniosłem oczy na wysokość jego nieziemskich tęczówek wypowiadając
ciche ” umm , dzięki ” .
- Nie ma sprawy , następnym razem uważaj – odpowiedział
jednocześnie puszczając mi oczko, odwracając się z zamiarem odejścia.
Cholera, Zayn, myśl, to twoja szansa.. Okej, teraz albo
nigdy.
- Niall ? – zapytałem już pewnie – jeszcze raz dzięki za
pomoc , może w ramach rewanżu poszlibyśmy na kawę? Oczywiście ja stawiam.
Irlandczyk uśmiechnął się jakby lekko zawstydzony ,
po czym wbił wzrok w moje brązowe tęczówki jakoby doszukując się żartu.
Niepewność w jego oczach powodowała natłok moich myśli. Miałem ochotę rzucić
się na niego , obejmując delikatne i kruche ciało jednocześnie wpijając się w
jego brzoskwiniowe usta.
- Wydaję mi się , że to nie będzie konieczne –
odpowiedział na pytanie – ale dzięki za propozycje , to miłe – uśmiechnął się
szeroko na odchodne, równocześnie przyprawiając mnie o dreszcze rozchodzące się
po całym moim ciele , od czubka głowy aż po koniuszki palców .
Stałem jeszcze kilkanaście sekund analizując swoją
porażkę, po czym z lekka zdołowany przegraną, odszedłem od czekolad w
poszukiwaniu tego cholernego tymianku.
***
Poważnie, odmówił Ci ? – zapytał rozbawiony brunet.
Właśnie w tej chwili zastanawiałem się czemu
opowiedziałem o tym Li. Okej , rozumiem, blondyn po raz kolejny dał mi jasno do
zrozumienia, że nie jest mną zainteresowany, ale do
cholery, jestem tu od ponad
godziny i ciągle słyszę to samo pytanie .
- Liam – powiedziałem już nieco zdenerwowany ,
jednocześnie rzucając w niego zielonym jaśkiem – to nie jest zabawne. Mógłbyś
okazać chociaż trochę zrozumienia. Kompletnie nie rozumiem czemu on mnie
odrzuca. Przecież jestem ideałem! Przystojny, miły, szarmancki, byłbym na każde
jego skinięcie , co jest z nim nie tak ? – jęknąłem cicho, równocześnie
zatapiając usta w ciepłej herbacie – uh , za gorąca – rzuciłem , odstawiając
kubek z parującą cieczą na drewniany stolik znajdujący się zaraz obok łóżka –
No więc ?
- Mówisz ideał ? a może wyidealizowujesz siebie samego ?
Zi , nie pomyślałeś , że po prostu mu się nie podobasz? Może nie jesteś w jego
typie, albo znalazł już kogoś kto skradł jego irlandzkie serce. Nie jesteś
jedynym przystojniakiem w tej szkole. Na przykład taki Josh, kapitan drużyny
futbolowej, wysoki, dobrze zbudowany, o kręconych blond włosach i zielonych
oczach, zauważ, że leci na niego nie wiele mniej osób niż na ciebie.
- Jesteś do dupy Li – jęknąłem przeciągle , jednocześnie
podnosząc się z mięciutkiego materaca, a następnie kierując się w stronę drzwi.
- Nie Zayn, jestem fantastycznym przyjacielem, który po
prostu mówi to co widzi – stwierdził brunet – ohh i nie zapomnij zamknąć drzwi
! – doszedł mnie krzyk kiedy zakładałem buty.
Um , świetnie , wspaniały z ciebie kumpel – myślałem , zatrzaskując
za sobą drewniane drzwiczki.
***
Powoli, bez pośpiechu, zbliżałem swoje wargi do jego
brzoskwiniowych ust, dzieliły nas może dwa centymetry, czułem jego gorący
oddech na swojej twarzy. Dosunąłem się jeszcze bardziej, delikatnie muskając te
nieziemskie wargi, ostatni raz podniosłem wzrok na jego szafirowe tęczówki,
które teraz zamglone wpatrywały się we mnie w oczekiwaniu, uśmiechnąłem się
po czym przejechałem lekko wilgotnymi wargami po jego policzku zbliżając się do
ust, chwila na, którą czekałem od ponad roku teraz ot tak miała się ziścić i
kiedy byłem już tak blisko spełnienia mojego marzenia, moje rozmyślania
przerwał dźwięk przychodzącego SMSa. Cholera , zabije , kimkolwiek jesteś ,
znajdę cię, poćwiartuję i zakopię. Szukając tej głupiej komórki tylko takie
myśli przelatywały przez moją głowę.
- Zayn ! Zejdź na kolację ! – krzyczała mama
- Zaraz.
Omiotałem pokój wzrokiem w poszukiwaniu telefonu. Łóżko ,
szafa , grzejnik , biurko! Jest! Szybko odblokowałem klawiaturę myląc kod
zabezpieczający dokładnie trzy razy. Cholera….. Zabiję..
Od : Li
Yo Zayn ! Twój zabójczo przystojny i szalenie inteligentny,
najlepszy przyjaciel (czytaj. LIAM PAYNE! ) ma dla Ciebie wspaniałą wiadomość,
która zdecydowanie odmieni Twoje życie na lepsze !
Wysunąłem
niedużą klawiaturę, szybko odpisując na SMSa.
Do: Li
Lepiej żeby to było coś ważnego, bo jak nie to nie
skończy się to dla Ciebie dobrze!
Wrzuciłem
telefon do lewej kieszeni jeansów jednocześnie szybko zbiegając po drewnianych
mahoniowych schodach do jadalni. Siadając na krześle poczułem wibracje
oznajmiające nową wiadomość.
Od : Li
Dobra, dobra, spokojnie Tygrysie :* Zgadnij kto ma
dwa bilety na koncert ulubionego zespołu TWOJEGO ukochanego blondaska, na
którym ma się pojawić ? Tak, dobrze myślisz – Ja ! Podziękujesz mi później. 9
Marzec – to Twoja szansa , pojutrze w szkole opowiem Ci o szczegółach.
Do : Li
Stary …. Kocham Cię .
Szybko schowałem telefon czując na sobie karcące
spojrzenie mamy mówiące coś w stylu „ Zayn
, ile razy mam Ci powtarzać! Przy stole nie używa się telefonu ! ”
Z miną niewiniątka
błyskawicznie zatopiłem widelec w
talerzu spaghetti jednocześnie poświęcając dość dużo uwagi pewnemu słodkiemu
Irlandczykowi.
Perspektywa
Nialla :
Dzień zapowiadał się naprawdę wspaniale. Sobota , siódma
rano i ja w wyciągniętym dresie z joystickiem w dłoniach. Bez reszty oddawałem
się „ jeździe ” mijając coraz to nowe przeszkody w postaci beczek czy ogromnych
gałęzi. Cholera – jęknąłem , nie wyrabiając się na jednych z
ważnych i
kulminacyjnych zakrętów.
PRZEGRAŁEŚ -
głosił dość duży napis na środku ekranu. Nie wiele myśląc rzuciłem padem o
podłogę po czym zgarnąłem czyste ubrania z zamiarem wzięcia orzeźwiającego
prysznica.
- Nialler ? oh świetnie, widzę że nie śpisz, proszę, idź
do sklepu, zaraz przyniosę ci
karteczkę – mama wparowała do mojego pokoju jednocześnie obrzucając go
krytycznym spojrzeniem – a tak przy okazji, mógłbyś posprzątać – rzuciła z
obrzydzeniem.
- Mhm , zaraz pójdę , daj mi chwilkę – odpowiedziałem
znużony jednocześnie ignorując jej wypowiedź mówiącą o tym jaki to mój pokój
jest brudny. Następnie skierowałem swoje ciężkie kroki w stronę łazienki.
Pierwsza kropla lodowatej wody spłynęła po moich dosyć
ciepłych plecach, wzdrygnąłem się czując kaskady kropli spadających na całe
moje ciało. Wziąłem do ręki opakowanie mojego ulubionego miętowego szamponu,
następnie lekko naciskając, wycisnąłem na dłoń niewielką ilość niebieskiej
mazi. Wcierając ją sobie we włosy, myślałem jakby to było gdyby to nie moje
dłonie, ale Malika, delikatnie masowały moje skronie i cebulki włosów. Pacnąłem
się w czoło. Jestem naprawdę głupi skoro wyobrażam sobie takie rzeczy
jednocześnie go odrzucając – karciłem się w myślach. Obmyłem się błyskawicznie
i wyskoczyłem spod prysznica , owijając ręcznik wokół bioder. Stojąc
naprzeciwko umywalki, wpatrywałem się w swoje odbicie i jednocześnie myślałem
co widzi we mnie TEN Zayn Malik, nie byłem specjalnie przystojny, ot co,
farbowany blondyn z aparatem na zębach i wątłą budową ciała. W sumie jedyny
pozytywny aspekt mojej urody to intensywnie niebieskie oczy, taaak, z nich
byłem naprawdę dumny.
- Niall ! Długo jeszcze ?! – usłyszałem wołanie z za
drzwi .
- Już, chwila – otrząsnąłem się ze swoich myśli, szybko
nakładając pastę na szczoteczkę do zębów. Parę minut później wychodziłem z
łazienki czysty, pachnący, uczesany i ubrany w niebieskie polo i kremowe,
zwężane spodnie. Zbiegając na dół rzuciłem mamie przepraszające spojrzenie,
zgarnąłem kartkę i pieniądze, poczym zakładając buty i kurtkę szybko wyszedłem
z domu.
***
Już dokładnie trzydziestą trzecią minutę kręciłem się po
tym cholernym supermarkecie w poszukiwaniu wszystkich składników znajdujących
się na skromnej liście obdarowanej mi przez mamę. Mimowolnie zatrzymałem się
naprzeciwko półki z różnorodnymi słodyczami, zastanawiając się jaką przyjemność
mógłbym sobie sprawić. Machinalnie założyłem prawą rękę za szyję intensywnie myśląc
nad wyborem dzisiejszej przekąski. Sięgając po kolorowe żelki Haribo ,
usłyszałem huk za moimi plecami. Odwracając się ujrzałem chłopaka pochylającego
się nad dziesiątkami różnorakich czekolad. No ładnie – pomyślałem, poczym
automatycznie schyliłem się z zamiarem pozbierania słodyczy.
- Pomogę Ci – rzuciłem. Nie zauważając reakcji ze strony
owej niezdary, podniosłem wzrok, mimowolnie uśmiechając się kiedy rozpoznałem
brązowe tęczówki Malika. Głupi to jednak ma szczęście – pomyślałem,
jednocześnie szybko zbierając pozostałe czekolady. Wstałem, wyciągając dłoń w
stronę skołowanego Zayna. Podniósł się, lekko zaciskając dłoń na mojej ręce.
- Umm , dzięki – wybełkotał zawstydzony. Cholera,
kategorycznie muszę zapisać to w jakiejś książce, zeszycie, bo ja Niall Horan
właśnie zawstydziłem TEGO Zayna Malika. Mhm,
zdecydowanie tak właśnie zrobię – postanowiłem w duchu. Rzuciłem jakiś
tekst na odchodne, jednocześnie puszczając mu oczko. Szatan ze mnie, w tej
chwili mulat wyglądał na totalnie zdezorientowanego, by po chwili przybrać
zdecydowany wyraz twarzy mówiący coś w stylu „ Za chwilę będziesz mój ”
- Niall? Jeszcze raz dzięki za pomoc, może w ramach
rewanżu poszlibyśmy na kawę? Oczywiście ja stawiam – powiedział z uśmiechem,
który przyprawiał mnie o palpitację serca. Cholera, tak bardzo chciałem rzucić
coś w stylu „ jasne, pójdę z
przyjemnością ” , niestety rozum zdecydowanie przejął inicjatywę
wypierając obrazek naszych ścieśnionych ciał.
- Wydaję mi się , że to nie będzie konieczne –
odpowiedziałem na pytanie – ale dzięki za propozycje , to miłe – rzuciłem z uśmiechem na odchodne. Ostatnim co udało mi
się zarejestrować był zawiedziony wyraz twarzy Malika. Cholera Niall, jesteś
idiotą.
***
Dwadzieścia minut później zdejmowałem buty jednocześnie
próbując wnieść dokładnie pięć toreb wypełnionych „ drobnymi zakupami ”. Odstawiając
je na kuchenny blat, moją uwagę przykuła nieduża niebieska karteczka zapełniona
starannym pismem.
Niall, wracam jutro wieczorem, uprzedzając Twoje
pytanie, tak możesz zaprosić Louisa i Harrego, bądźcie grzeczni, odgrzej sobie
obiad.
Kocham Cię , Mama
Nie rozpakowując zakupów, szybko rzuciłem się w stronę
telefonu, który uprzednio rzuciłem na kanapę, targając zakupy do kuchni.
Błyskawicznie odblokowałem klawiaturę, wybierając numer LouLou.
Jeden, drugi, trzeci sygnał.
- Boo ! Zawijaj po Harrego i wbijaj do mnie , chata wolna
kocie – rzuciłem szybko, oczekując radosnego wybuchu ze strony przyjaciela.
Trzy , dwa , jeden…
- Poważnie ? Yeah, oczekuj mnie z tym przygłupem za
dziesięć minut .
Trzask. Cholera , co tam się dzieje.
-Żadnym przygłupem! To, że jesteś rok starszy nie
upoważnia cię do obrażania osób o stokroć inteligentniejszych! – usłyszałem
zdenerwowany głos Harrego, na co uśmiechnąłem się mimowolnie
- Dobra chłopaki, spokój ! – rzuciłem – ruszcie swoje
zacne tyłki i przybądźcie do mojej skromnej rezydencji za parę minut.
***
- Hazz ! Cholera, nie zdejmuj bokserek, wystarczy że i
tak latasz bez spodni i koszulki- krzyknąłem, jednocześnie zakrywając oczy na
widok dłoni Harrego zsuwających powoli satynowe odzienie.
- Co ci zależy ? Jezu Niall, jesteś gejem, moje seksowne
ciało – poruszył zabawnie brwiami – powinno cię przyprawiać co najmniej o trzy
orgazmy dziennie. Zachichotałem po czym rzuciłem w niego pierwszą rzeczą, na
która natrafiła moja lewa dłoń. Poduszka , wspaniale.
- Harry, idioto, ubierz się ! A co do twojego zabójczego
ciała , przyjaźnimy się, nie patrzę na ciebie w TEN SPOSÓB – cholera, kłamałem,
nie oszukujmy się, nagi Hazza potrafi być naprawdę podniecający, może nie tak
jak Malik, ale dorównywał mu chociażby budową ciała i zdecydowanie
oszałamiającymi oczami. Ehh, pomarzyć dobra rzecz.
- Curly, kochanie ! Wujek Lou ma dla ciebie wspaniałą
niespodziankę – zawołał Boo z kuchni.
- Już biegnę kocie ! – odkrzyknął, po czym jak huragan
wbiegł na korytarz prowadzący do kuchni, jednocześnie zwalając ukochane figurki
kotów mojej mamy. Cholera, zabiję.
- Hazz ! Masz przerąbane !
_________________________________________________________________________
I takim oto akcentem kończę drugi rozdział ^^ . Chciałabym podziękować autorkom innym blogów za szczere opinię na temat pierwszego rozdziału, mam nadzieję, że choć trochę widoczne są części opisowe, starałam się, ale czy wyszło oceńcie sami. Rozdział jest dłuższy od poprzedniego dokładnie o 1015 wyrazów więc wydaje mi się, że ma w miarę odpowiednią długość. Dziękuję za wszelkie wyświetlenia. Za wszelkie błędy z góry przepraszam !
No i oczywiście WESOŁYCH ŚWIĄT, pogody ducha, szczęścia, prezentów, miłej atmosfery i weny jeżeli również prowadzicie blogi <3
Mirabell